Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że kiedykolwiek poczuję potrzebę napisania takiego uświadamiająco-apelopodobnego tekstu, jednak najwyraźniej żyłam w bańce. W bańce, w której nawet dzieci w szkole mają pogadanki o zachowaniu na kąpieliskach, o znaczeniu flag i o tym, żeby nie skakać do niesprawdzonych zbiorników wodnych — tak jak mają pogadanki o przechodzeniu przez ulicę, narkotykach i bezpiecznym seksie. Dowiedziałam się jednak, że jeżeli liczba ratowników na kąpielisku 1 aktualnie niestrzeżonym wynosi zero (a ile by miała?), to ratownicy narażają kąpiące się tam dzieci na utonięcie. 

Aha. 

O jednej przerwie obiadowej dla wszystkich ratowników na kąpielisku 

Od tego się zaczęło. Zobaczyłam post kobiety, która skarżyła się na to, że wszyscy ratownicy na jakimś tam kąpielisku (nie wiem jakim, ale takim na zewnątrz i nie-basen) mają przerwę w tym samym czasie, co oznacza, że kąpiących się tam dzieci nikt nie pilnuje, mogą utonąć i tak dalej. Do tego postulat, żeby ratownicy dzielili się na grupy, mieli przerwy w różnym czasie, bo lepiej, gdy pilnuje połowa składu niż nikt. I wiecie, ja samą tą wypowiedzią matki może i bym się specjalnie nie przejęła, posty typu madka alert pojawiają się wystarczająco często, żeby się na nie uodpornić, ale… 

Ale matce zaczęto wtórować. 

Bo przecież to nie opiekunów wina, że pozwalają dzieciom wchodzić do wody, gdy liczba ratowników na kąpielisku wynosi okrągłe zero, a samo kąpielisko jest w danej chwili niestrzeżone, nie? 😉 

Argumenty padały różne, niemniej wszystkie obnażały brak świadomości i znajomości tematu. Komentarzy tłumaczących postępowanie osób odpowiedzialnych za kąpielisko było jak na lekarstwo. Przyznam, że dla mnie to po prostu przerażające — jest lato, co roku trąbi się o utonięciach i, przy okazji, o ostrożności, zasadach, właściwym zachowaniu i cholera wie, czym jeszcze. A i tak wiele osób uzna, że jak Brajanek chce do wody teraz, to do tej wody trzeba go wpuścić. W końcu jeśli coś się stanie, to winni będą wszyscy dookoła. 

Liczbę ratowników na kąpielisku określają przepisy 

To nie tak, że osoba odpowiedzialna za jakiś obiekt stwierdza, że zatrudni dwóch ratowników, a inna — że pięciu. Istnieją przepisy, które jasno ustalają wymaganą liczbę ratowników na danym kąpielisku. A ta liczba oznacza, że żeby obiekt uznać za strzeżony/otworzyć go, to tylu i tylu ratowników ma siedzieć i pilnować. Pilnować, nie siedzieć na przerwie. Czyli nie ma opcji, że połowa idzie zjeść, a połowa pracuje. Nieważne, że rozwiązuje się to w ten sposób w sklepie, urzędzie czy biurze (bo i takie argumenty padały). Jeżeli gdzieś ratowników ma być dziesięciu, to bez różnicy, czy zostaje dziewięciu, pięciu czy jeden. Kąpielisko jest niestrzeżone, koniec, kropka, a za Brajanka w wodzie odpowiadają wyłącznie opiekunowie. 

brak ratowników na kąpielisku

Znaczenie flag na kąpielisku 

Biała flaga — kąpiel dozwolona, ratownicy grzecznie siedzą i pilnują.  

Czerwona flaga — zakaz kąpieli (złe warunki atmosferyczne, trwająca akcja ratownicza), ale ratownicy są na miejscu. Najczęściej czekają na możliwość wywieszenia białej flagi, a w międzyczasie wyganiają z wody tych, którzy uważają, że czerwona flaga to tylko uprzejma wskazówka. Spoiler: błąd, zakaz jest bezwzględny. Tak, nawet jeśli Brajanek świetnie pływa i bardzo chce się pluskać. 

Brak flagi —  liczba ratowników na kąpielisku wynosi okrągłe zero, nikt nikogo nie pilnuje 

Jaki związek z tym tematem mają flagi ratownicze? Taki, że ratownicy nie zwiewają cichcem ze stanowisk, upychając białą flagę w kieszeni. Zawsze jest jakaś sygnalizacja. Najczęściej gwizdki plus — gdy się już skupi uwagę kąpiących się — gesty i zdjęcie flagi. Serio, nie da się tego przegapić, chyba że ktoś postanowi celowo ignorować wszystko, co się dzieje. 

Czyli jeśli w tym momencie opiekun pozwala dziecku się kąpać, to on — a nie ratownik — naraża je na niebezpieczeństwo. Równie dobrze mógłby wpuścić to dziecko do wody w środku nocy, efekt byłby ten sam. Nawet jeśli podczas przerwy ci niedobrzy ratownicy siedzą kilka metrów od stanowiska i bezczelnie wcinają kebaby. 

Ratownik to nie obsługa klienta

No właśnie. Niestety, mam świadomość, że z tym przekonaniem, nawet jeśli w wielu przypadkach nieuświadomionym, trudno będzie walczyć. Z reguły gdy tylko pojawiamy się w czyimś miejscu pracy, to bombardują nas różne wariacje „w czym mogę pomóc?”. Pani w drogerii chce zaproponować odpowiedni zapach, kelner upewnia się, czy na pewno smakowało, pracownik sklepu budowlanego lituje się i pomaga załadować kaloryfery do bagażnika. Wszyscy walczą o klientów, usługodawcy deklarują spełnianie marzeń, oferty szyte na miarę i bycie dla nas, a my… wzrastamy w poczuciu, że w każdym miejscu musi znajdować się ktoś, dla kogo zadbanie o nasze zadowolenie jest prawdziwą misją. A przynajmniej — priorytetem. 

Uwaga: TYM KIMŚ NIE JEST RATOWNIK. 

Ja rozumiem, że to w jakiś sposób naturalne. Najczęściej ten ratownik jest jedynym dostępnym dla kąpiących się pracownikiem, więc ze wszystkim przychodzą do niego. Tyle że wtedy następuje zderzenie z rzeczywistością. Bo jak to? Ratownik nie rzuci okiem na bąbelka, kiedy opiekun wyskoczy do toalety? Nie przeprowadzi szybkiej lekcji pływania? I wreszcie: nie wywiesi białej flagi z połową wymaganej liczby ratowników na kąpielisku? 

Nie. Nie zrobi tego, bo mu nie wolno. Chociaż może to brzmieć nieprzyjemnie, ratownik WOPR nie jest od tego, by dbać o czyjekolwiek zadowolenie. On ma dbać o bezpieczeństwo. Żywi, zdrowi > szczęśliwi. I to nie podlega dyskusji. 

kąpielisko nad morzem

Zróbcie z tego lekcję

Jeśli miałabym coś z tego tekstu zostawić na dłużej, to nie złość, że ludzie nie wiedzą, i nie frustrację, że ciągle trzeba tłumaczyć. Tylko prostą sugestię: wykorzystajcie ten temat, żeby porozmawiać z dziećmi.

Jeśli kąpielisko jest niestrzeżone — to znaczy właśnie to. Nie ma nadzoru. Nie ma kogo winić za to, co się stanie, poza osobą, która pozwoliła dziecku wejść do wody. I nie, to nie jest okrutne. To po prostu fakt. I jasne — łatwiej zrzucić winę na system, flagę, przerwę obiadową, za małą liczbę ratowników na kąpielisku. Ale dopóki ludzie będą oczekiwać od ratownika, że będzie jednocześnie opiekunem, animatorem i punktem informacji, dopóty będą rozczarowani.

Tylko że to nie rozczarowanie jest tu największym ryzykiem.

Zawsze się wydaje, że tragedie spotykają tych „innych”. Że toną ludzie z wiadomości, że nam się to nie przydarzy, że na nas na pewno ktoś patrzy, nawet jeśli nic na to nie wskazuje. Ja już wyciągałam z wody dziecko, które się topiło. Jasne, patrzyłam. 

Innym razem — zwłaszcza jeśli nie ma flagi — może nie patrzeć nikt.

Dlatego nie uczcie dzieci, że zawsze ktoś myśli za nie. Bo to może być ta jedna chwila, kiedy nikt nie zdąży pomyśleć. I wątpię, że wtedy krytykowanie tych głupich zasad organizacji kąpielisk i wzajemne poklepywanie się po pleckach („bo u nas w urzędzie…”, „a u nas w banku…”) przyniesie komukolwiek pociechę. 

  1. Umówmy się, że na potrzeby tego tekstu kąpieliskiem jest każdy kawałek wody na zewnątrz, w którym ludzie się kąpią. 😉 ↩︎

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *